01-698 Warszawa, Smoleńskiego 27a/21

509 201 941 biuro@kairosmedia.pl

Luz znaczy blask

Luzofonia krok po kroku, czyli 10 cech wspólnych Polaków i Portugalczyków

Czy możemy mieć coś wspólnego z ludźmi mieszkającymi na najdalszym krańcu Europy, nad Oceanem Atlantyckim? Przy bliższym poznaniu okazuje się, że zaskakująco dużo. Nie bez powodu tak chętnie ostatnio udajemy się tam na wakacje, a nad Wisłą coraz częściej spotykamy spokojnych, ciemnowłosych cudzoziemców.

  1. Przyjaźń, czyli polegaj na Portugalczyku jak na Zawiszy Czarnym. Łagodność obyczajów, uczynność, przywiązanie do rodziny i przyjaciół, a także ogromna, choć miarkowana grzecznością ciekawość cudzych opinii i poglądów powoduje, iż Portugalczycy budują głębokie relacje. Jeśli obdarzą kogoś przyjaźnią i zaufaniem można liczyć na ich lojalność. Portugalskie powiedzenie mówi: „Brazylijczycy zawsze witają z otwartymi ramionami, ale te ramiona nigdy się nie zamykają. Jeśli Portugalczyk otworzy dla ciebie ramiona, to zamkną się one wokół ciebie opiekuńczo i czule na zawsze”.
  2. Poczucie humoru. Podobnie jak my, Portugalczycy lubią i potrafią śmiać się sami z siebie. Są niezwykle krytyczni wobec swojego kraju, polityków, systemu edukacji, sztuki, transportu publicznego i wyszydzają je na każdym kroku. Chętnie porównują się do innych państw i tak samo jak my zawsze w tych porównaniach postrzegają siebie jako nie dość dobrych, niewystarczająco wykształconych, zbyt mało ambitnych, biernych, zaściankowych. Najwyżej cenią tych spośród swoich pisarzy, którzy chłoszczą biczem krytyki portugalskie cechy narodowe. Cudzoziemcowi trudno pojąć, czego chcą od siebie ci spokojni, poważni, refleksyjnie usposobieni ludzie.
  3. Gościnność. Portugalczycy, jak i my są gościnni, hołdują zasadzie „jesteś u nas po to, żeby czuć się dobrze”. Chętnie podejmują późnym obiadem, winem, kawą i łakociami, za którymi sami przepadają i których mają niewyobrażalny wybór. Są narodem łasuchów, dlatego też trudno wyobrazić sobie wieczór w domu Portugalczyka bez znakomitej kolacji zjedzonej bez pośpiechu, przy niekończącej się rozmowie. Dla gości są niezwykle wyrozumiali i taktowni, w rozmowie nie używają słowa „nie”, wolą spokojnie, obrazowo przedstawiać swój punkt widzenia, kładąc nacisk na odmienność warunków czy kontekstów, Boże broń nie na sprzeczność poglądów.
  4. Szacuneczek! Jak i my zwracają się do siebie na „pan”, nie spoufalają się, dopóki gość wyraźnie na to nie zezwoli. Używają zwrotów grzecznościowych, tytułów, przy powitaniu podają rękę, nieco bliższych znajomych po naszemu całują w oba policzki, dla ścisłości dwa razy, jak Polacy, nie trzy, jak Rosjanie. Szanują starszych. Nawet jeśli cudzoziemiec mówi w ich niełatwym języku, to i tak przez grzeczność przechodzą na angielski albo na dość powszechnie tam znany francuski.
    Kobieta może spodziewać się komplementów, ale nie musi obawiać się niechcianych zalotów. W tłumie bez przerwy słychać grzeczne „przepraszam” (com licença), po jednym dniu można nauczyć się „dziękuję” (obrigado).
  5. Inteligencja. Podobnie jak my są narodem kreatywnym i inteligentnym. W XV wieku książę Henryk Żeglarz założył w maleńkiej osadzie Sagres nad oceanem pierwszą na świecie szkołę nawigacji i kartografii, dziś można powiedzieć Akademię Morską. Pomyślał pewnie po amerykańsku, że jego brat włada ubogim skalistym krajem na krańcu świata, za którym jest tylko bezkresny i niezbadany ocean. I to jest właśnie tyle ile potrzeba, aby stworzyć imperium. Portugalczycy pierwsi skonstruowali karawelę, czyli statek mogący żeglować pod wiatr. Otworzyło im to techniczną możliwość żeglugi na południe wzdłuż zachodniego wybrzeża Afryki. W ogóle można powiedzieć, że Portugalczycy przez całe swoje dzieje mieli pod wiatr i jak my, jakoś sobie z tym radzą. Kolejno odkrywali więc Azory, Wyspy Kanaryjskie, ujście rzeki Senegal, wreszcie opłynęli przylądek Dobrej Nadziei i dotarli nową drogą do Indii. Ostatnim wielkim odkryciem Portugalczyków była Australia, którą Cristovao Mendonca opłynął i odwzorował na mapie na początku XVI wieku. Trochę później szukali Australii Holendrzy, ale jakoś udało się im przegapić ten kontynent. Jak i my w czasie zaborów, powstania styczniowego, a już szczególnie w czasie II Wojny Światowej potrafiliśmy zbudować dobrze funkcjonujące państwo podziemne oparte na głęboko zakonspirowanej organizacji życia społecznego, tak i Portugalczycy, jak potrzeba potrafili żyć w głębokiej konspiracji. Jak i my świadomi zagrożenia ze strony silniejszych przeciwników, swoje odkrycia geograficzne przez dwa stulecia utrzymywali w tajemnicy, prowadząc wobec innych państw europejskich bardzo przemyślaną politykę informacyjną. Wiedzieli, że odkrytych lądów nie utrzymają zbrojnie przeciwko Hiszpanii, Anglii, czy Holandii, stąd z ogłoszeniem odkryć czekali na odpowiedni moment w polityce międzynarodowej. W trakcie negocjacji Traktatu z Tordesillas, który podzielił nie całkiem poznaną zachodnią półkulę między Portugalię i Hiszpanię, zażarcie walczyli o przesunięcie swojej strefy dalej na południe raptem o 320 mil gołego, bezkresnego oceanu. Nie był to głód słonej wody, bowiem chwilę później radośnie obwieścili odkrycie właśnie tam lądu, którym okazała się Ameryka Południowa. Prawdopodobnie w czasie negocjacji traktatu doskonale wiedzieli o istnieniu kontynentu, znali jego przybliżony zasięg i potencjał. Polityka milczenia znacznie teraz utrudnia historykom ustalenie kto i kiedy jako pierwszy odkrył ten czy inny kawałek świata, bowiem ni z tego ni z owego okazuje się, że pierwsi odkrywcy posługiwali się portugalskimi mapami.
  6. Waleczność i niezłomność. Podobnie jak z nami, historia obchodziła się z Portugalczykami raczej bezwzględnie. Od wschodu i północy graniczyli z silniejszym i zawsze łakomie na nich spoglądającym sąsiadem – Hiszpanią, któremu od zarania dziejów stali na drodze do oceanu. Od południa nacierali śmiertelnie groźni Arabowie, a od zachodu – bezlitosny ocean. Zahartowani przez blisko dwa tysiące lat walki o niepodległość oparli się po kolei Rzymianom, Arabom których przepędzili z półwyspu iberyjskiego jako pierwsi, no i oczywiście Hiszpanom. Ujęci ich walecznością wodzowie Rzymscy wysłali do Senatu petycję, aby zawrzeć pokój z wodzem Viriato, który w końcu zginął od zdradzieckiego ciosu nożem. Portugalczycy nie podporządkowali się nawet papieżowi Klemensowi V, kiedy ten w 1314 roku rozwiązał zakon Templariuszy. Król portugalski Dionizy I uznał się tylko w miejsce papieża zwierzchnikiem zakonu pozostawiając mu majątek, w tym stolicę w portugalskim mieście Tomar. Podobny upór i niezależność Portugalczycy okazują również w kwestiach mniej zasadniczych. Kilkakrotnie obłożone przez kościół klątwą walki byków nigdy nie przestały być organizowane, a ekskomunika ani nie ujmowała dzielności walczącym na arenie, ani radości widzom.
  7. Narzekanie, czyli „Witaj smutku”. Każdego, kto dłużej pobędzie w Portugalii dopadnie melancholia, która jest wrodzoną cechą tego narodu. Muzyka losu, czyli fado opowiadająca o życiu samotnych kobiet, rozdzielonych kochanków, zaginionych marynarzy czaruje niezwykłym urokiem, dojrzałością i smutkiem. Jednocześnie Portugalczycy koncentrują się raczej na dobrych stronach życia, niż na jego cieniach, które uważają widać za nieuchronne. Przeprowadzone w 2015 roku badanie pokazało, że 86,1% Portugalczyków odczuwa w pracy nadmierny stres, a 48% zadeklarowało syndrom wypalenia. Mimo to 72% ankietowanych deklaruje się jako szczęśliwych albo nawet bardzo szczęśliwych. Może dlatego, że jako rzeczy najważniejsze w życiu wskazują życie rodzinne, przyjaciół, zaufanie najbliższych. Może to pozwala Portugalczykom zachować pogodę ducha i optymizm, mimo nękającego ich ojczyznę kryzysu ekonomicznego i bezrobocia. Z drugiej strony to ciekawe, że wszędzie tam i tylko tam, gdzie wśród ludności dominują potomkowie Portugalczyków i ludności miejscowej z niezwykłą żywością świętuje się karnawał, czyli w Brazylii, czy też na Wyspach Zielonego Przylądka.
  8. Pracowitość. Stereotyp beztroskiego południowca zupełnie nie sprawdza się w przypadku Portugalczyków, tak jak rozmaite stereotypy Polaków upadają w zetknięciu z naszymi kreatywnymi, sumiennymi i znakomicie wykształconymi rodakami za granicą. W wielokulturowych organizacjach zaskakuje sumienność i punktualność poważnych, ciemnowłosych pracowników. W rzadkich przypadkach spóźnień uprzedzają i grzecznie przepraszają, a za spóźnienie uważają przybycie na umówione miejsce pięć minut po ustalonej porze.
  9. Tolerancja, czyli „wolność kocham i rozumiem”
    Tolerancja religijna w Polsce, artykuły henrykowskie i pacta conventa uchwalone w XVI wieku, to powód do dumy Polaków. W tym czasie w Europie zachodniej i północnej z przyczyn religijnych narody wyżynały się jak głodne krwi bestie, a na stosach płonęły czarownice. Portugalczycy mogą poszczycić się tą samą zaletą, co my. Identycznie jak my, tolerancyjni Portugalczycy traktują wiarę niezwykle emocjonalnie. Obchodzą święta, starsi uczęszczają na msze, organizują festyny i odpusty na których nabyć można obrazki, woskowe modele organów, które można ofiarować jako votum, ale także gorszące nas nieco ciastka ptysiowe w kształcie fallusa nazywane ciastkami św. Gonçalo. Traktowane zarazem jako votum i rodzaj walentynki sprzedawane są na dziedzińcu kościoła św. Gonçalo w Amarante. Portugalczycy bez hipokryzji traktują zarówno sferę ducha jak i ciała i nikogo nie dziwi sąsiedztwo sex-shopów i sklepów z dewocjonaliami na głównej ulicy Bragi, podobno bastionu katolicyzmu. Podobnie jak my, zarówno wierzący jak i niewierzący Portugalczycy są zażartymi antyklerykałami. Ciekawe, że blisko połowa ludności Brazylii, czyli dawnej kolonii portugalskiej deklaruje się jako „pardo” albo „moreno”, czyli smagły, a oznacza to potomka dwóch lub więcej ras. Kipiący witalnością i radością naród brazylijski, czyli potomkowie Portugalczyków i ludności indiańskiej albo murzyńskiej jest żywym i pięknym przykładem naturalnej i spontanicznej integracji. Podobnie rzecz się ma z mieszkańcami innych byłych kolonii Portugalskich. Kabowerdyjczycy, czyli mieszkańcy Republiki Zielonego Przylądka to także w większości potomkowie Portugalczyków i murzynów. Sami siebie niezbyt poprawnie nazywają Kreolami. To absolutny fenomen wśród byłych imperiów kolonialnych. Żadne inne imperium nie dało początku nowej nacji. Smutną zasadą było budowanie barier kulturowych, religijnych, ekonomicznych, społecznych zawsze z podkreśleniem wyższości kolonistów. Ciekawe, że wszędzie tam i tylko tam, gdzie wśród ludności dominują potomkowie Portugalczyków i ludności miejscowej z niezwykłą żywością świętuje się karnawał. Poczynając od brazylijskiego Rio de Janeiro przeskakujemy do portugalskojęzycznej Afryki i mamy taki sam karnawał w stolicy Mozambiku Maputo, w Queilimie, w Luandzie, stolicy Angoli, w Mindelo i Praia w Republice Zielonego Przylądka, jak też w Gwinei Bissau. Karnawałowe imperium kolonialne, oby tylko takie wspomnienia zostawiali po sobie dawni kolonizatorzy!
  10. Portugalia narodem wybranym. O tym, że Polska jest Winkelriedem narodów uczymy się od Słowackiego na lekcjach polskiego, że była przedmurzem chrześcijaństwa – na historii, bo z jednej strony Tatarzy, z drugiej Moskale, a z trzeciej potop szwedzki. Ten sam romantyczny fatalizm w dziejach Portugalii nosi nazwę sebastianizmu. Portugalczycy w XVI wieku pod wodzą młodziutkiego króla Sebastiana ruszyli na krucjatę do Afryki. Król Portugalii zamierzał osadzić na tronie Maroka wypędzonego przez stryja Abu Abdullaha Muhammada II. Wprawdzie ojciec Abu Abdullaha przepędził z kolei Portugalczyków z marokańskiego wybrzeża Atlantyku, co bardzo osłabiło ich handel i obniżyło zyski, jednak Abu Abdullaha obiecał Sebastianowi w zamian za pomoc w odzyskaniu tronu przychylną politykę. Sebastian, chcąc wskrzesić świetność Portugalii ruszył do Maroka, niczym nieszczęsny Bolesław Śmiały, który niezbyt fortunnie a to osadzał Izajasława na tronie w Kijowie, a to Belę I na Węgrzech. Sebastian w bitwie pod Alcácer-Quibir poniósł śmierć, a jego ciała nigdy nie odnaleziono, podobnie jak naszego biednego Warneńczyka. 8 tysięcy Portugalskich żołnierzy poległo, a 15 tysięcy trafiło do okrutnej niewoli. Ich wykupienie niemal zrujnowało państwo. Romantyczni Portugalczycy jak i my kochają tragedie i odtąd Sebastian stał się symbolem króla szlachetnego i nieszczęśliwego, który kiedyś powróci w chwale. Widoczna w literaturze i muzyce melancholia to poniekąd nostalgia za wielką przeszłością i tęsknota za jeszcze wspanialszą przyszłością, która musi przecież nadejść. Największy poeta portugalski, Fernando Pessoa opisuje Europę jako boginię leżącą na brzuchu, jej prawym łokciem jest Anglia, lewym słoneczna Italia, mocnymi ramionami Hiszpania. Bogini spoczywa tak patrząc w bezkresną dal twarzą Portugalii. Miło pomyśleć, że jesteśmy bardzo blisko jedwabistego łona bogini.